Death Race 2000

 

death race 2000 poster - z filmsquish.com

40 punktów za rozjechanie nastolatka. 70 za dziecko poniżej dwunastego roku życia. 100 za obywatela po 75-tce. Uwaga. Lepiej zostańcie w domach.  Właśnie rozpoczął się Transcontinental Road Race 2000. Najważniejsze wydarzenie sportowe w Zjednoczonych Prowincjach Ameryki. Impreza pod patronatem samego Pana Prezydenta (w brunatnym garniturze). Pamiętajcie – Pan P. Was kocha.

Już wiem, skąd wzięła się seria gier PC Carmageddon. Z „Death Race 2000” w reżyserii Paula Bartela, na podstawie opowiadania Ib Melchiora. Wyścig jest najważniejszy. Na wielkim stadionie w Nowym Jorku, na tle biało-czerwono-niebieskich flag (z zaciśniętą pięścią zamiast gwiazdek) stawiło się pięć załóg.

Nero The Hero – inspirowany starożytnym Rzymem samochód z zębami, z kierowcą w skórzanym wdzianku.

Matilda the Hun – nazistowska blond-piękność. Kibice ochoczo wymachują proporczykami ze swastyką.

Calamity Jane – cowgirl. Duch południa z rogami na masce.

Machine Gun Joe – kapelusz, krawat, białe szelki i karabin maszynowy. W tej roli. Sylvester Stallone. Tak, ten sam. Na rok przed pierwszym Rocky’im.

I wreszcie zamaskowany gość w lateksowym kostiumie. Ulubieniec tłumów. Wielokrotny triumfator. Mr. Frankenstein (David Carradine).

Całości dopełnia  ruch oporu kierowany przez panią Thomasinę Paine (Thomas Paine jest postacią historyczną – rewolucjonistą z XVIII wieku) i świetne relacje komentatorów sportowych. Smaczków medialnych jest zresztą więcej, na przykład wdowa po pierwszej ofierze wyścigu jest gościem talk-show i dostaję w nagrodę mieszkanie.

Krajobrazy wyludnionych miast i prowincji, bo wszyscy śledzą zawody w TV. No i (prawie) nikt nie chce zostać rozjechany. Wyścig. Wybuchy. Naziści i kobiecie piersi. Czy kino tej klasy (jaką literką należałoby ją określić?) potrzebuje czegoś więcej? To troche głupawe, pozbawione poprawności politycznej ironiczne spojrzenie na USA. Dystopia jak się patrzy.

W latach siedemdziesiątych Roger Ebert ocenił ten film na zero gwiazdek. Dziś niektórzy określają go jako „kultowy”. Cóż – jedno nie przeczy drugiemu. To rzeczywiście bardzo kiepski kultowy film.  

Dzięki dla Szczura za dokształcanie w zakresie filmów klasy… Z. „Surf nazis must die” czeka.

Odpowiedzi: 4 do “Death Race 2000”

  1. Ciesze się, że spodobało się. Mam wrażenie, że naziści są dużo bardziej zbliżeni do tego odczapionego Herzoga co oglądaliśmy niż do Death Race (głównie brakiem szybkiej akcji ;) choć oczywiście bójki w barze nie przebiją).

  2. es Powiedział/a:

    Death Race 2000 okazał się zadziwiająco dobrym filmem, głównie przez kilka fajnych ujęć i ogólną koncepcję nazistowskich USA. :> Szczurze, jesteś po prostu ignorantem i nie doceniłeś Herzoga. :D Popracujemy nad tym. :)

  3. Szczur Powiedział/a:

    Dostałem od Christofa wariację Death Race ze stajni The Asylum wartą obejrzenia w którymś momencie.
    Na http://dziadu-z-lasu.blogspot.com/2008/11/arcydziea-kinematografii-wiatowej-death.html więcej o filmie :)

  4. studencik Powiedział/a:

    pod linkiem napisanym przez szczura napisane było
    ” zdobywając punkty za potrącone osoby (emeryci i dzieci dają bonusowe punkty, nie ma niestety kategorii ’studenci’).”
    hmm… czyżby ktoś nie lubił studentów? ;)

Dodaj komentarz