23 dni kłamstwa

ar

Kadry po kolorowaniu.

6 listopada – pierwsze pociągnięcie ołówkiem po czystej kartce papieru. 

2 grudnia – pierwsze krople tuszu. 

9 grudnia – pierwsze kolory. 

14 grudnia. Koniec. 

Łącznie około 18-19 dni pracy, które przyniosły efekt w postaci ośmiu stron standardowego formatu komiksowego wypełnionych tym, co napisał Bartek oraz moimi ilustracjami. Było to kilkanaście dni mozolnej pracy, dyskusji, siedzenia po nocach i przede wszystkim nauki. O scenariuszu było już wcześniej, o początkach graficznych również. Teraz mogę napisać o moich przemyśleniach dotyczących całego procesu twórczego. O wyborach, których musiałem dokonać, trudnościach z jakimi musiałem się zmierzyć oraz błędach, które popełniłem.

Jak pisałem w poprzedniej notce, zdecydowałem się na pokolorowanie całości techniką tradycyjną. Trzymałem się twardo schematu ołówek-tusz-kolor. Rysując cieniowałem wszystko lekko ołówkiem, tak żeby wiadomo było jak na każdym panelu pada światło i żebym mógł już na początku wyłapać wszystkie nieścisłości. Było dobrze. Poźniej doszedł tusz i wizja nadal trzymała się kupy. Problemy zaczęły się przy kolorowaniu. Okazało się, że w tym momencie pewne kadry przestały dla  mnie ‘grać’ i że wizja kolorów jakie miałem dla każdej ze stron  trochę zgrzyta. Oczywiście było trochę za późno na zmiany kompozycji i tym podobne.

Lekcja na przyszłość: Jeśli nadal będę trzymał się techniki tradycyjnej, to na pewno nie będę się tak surowo trzymał schematu. Wygodniej będzie się pracowało nad całością. Tym bardziej, że nikt oprócz mnie nie będzie maczał palców w tworzeniu ilustracji. Zawsze imponowały mi prace Sienkiewicza, czy McKeana i tak właśnie chciałbym podejść do sprawy.

Przed rozpoczęciem tuszowania całości miałem przed oczami wszystkie fanowskie publikacje czy nawet wydane komiksy i zastanawiałem się jak mi pójdzie.  Chodziło mi głównie o problem uzyskania jednolitej głębokiej czerni, co jak widziałem było dla wielu problemem. Pierwsza strona, za która się zabrałem pokazała mi jak sprawa wygląda w rzeczywistości. Tuszowałem na dwa sposoby: 

1/ Tusz kreślarski Faber-Castell oraz pędzelki/piórka/tuszografy –  wszystko pięknie i kilka warstw tuszu pozwala uzyskać porządaną jakość czerni. Jest jednak inny problem. Tusz po zaschnięciu lekko opalizował. W niektórych miejscach padające nań światło powodowało rdzawe refleksy. Zupełnie bez sensu. Darowałem sobie ten sposób. W kolejce do sprawdzenia czeka tusz do rysowania Winsor&Newton. 

2/ Pisak PITT w wersji B (pędzelek), M oraz F – z pisakami pracowało się bardzo wygodnie, a tusz dawał bardzo zadowalające efekty. Już druga warstwa pozwalała uzyskać głeboką, przyjemną czerń. Jedyny mankament to lekki ból ręki przy dużych powierzchniach. 

Lekcja: Tak więc polecam wszystkim zastosowanie więcej niż jednej warstwy tuszu i będzie OK. Pracowanie krótkimi pociągnięciami również może pomóc. 

ar4

Pisaki, markery, kredki.

 

Do kolorwania użyłem kredek wodnych Graphitint firmy Derwent. Oferują bardzo nietypową paletę barw. Głównie bardzo głębokie i ciemne kolory. Niestety jest ich tylko 24. Pierwsze oględziny i spora liczba prób dały na tyle zadowalające efekty, że zdecydowałem się właśnie na nie. Jednak dość szybko tego pożałowałem. O ile na małych powierzchniach kredki mieszały się dobrze i nie było problemów z uzyskaniem pożądanej barwy, to w przypadku dużych powierzchni uzyskanie jednolitego koloru okazało się praktycznie niemożliwe. Do tego pojedyncze kolory nie gwarantują takich samych właściwości. Jedne są czyste, inne przy mieszaniu bardzo brudzą. W czasie pracy nie chciałem już zmieniać medium toteż część Kłamstwa nie wygląda tak jak chciałem, ale zrobiłem co mogłem. Tam gdzie się dało użyłem markerów Copic.

Lekcja: Następnym razem użyję dobrych akwareli, nie kredek. 

Papier okazał się kolejnym nieszczęściem. OK. Dla ołówka, markerów czy tuszu jest super, ale kredki akwarelowe to nie to, co lubi najbardziej. Mimo wysokiej gramatury zachowywał się dziwnie. Przy większej ilości pigmentu tworzyła się na nim nieprzyjazna paćka, która o mały włos nie przyczyniła się do zupełnej katastrofy na stronach 6-7. Szczęśliwie udało się je odratować.

Kolejna lekcja: Przy mieszaniu mediów używać papieru najbardziej odpowiedniego dla ‘najcieższej’ z technik. 

Jeszcze jedna sprawa. Liternictwo. Mam wrażenie, że nikt z amatorów zabierających się za komiks traktuje literki po macoszemu. “A nabazgrze jakkolwiek w dymkach i będzie w pytkę”. Otóż nie. Nie będzie. Za to będzie niechlujnie i brzydko. A wystarczy poćwiczyć. Wystarczy przysiąść cztery litery na kilka godzin zrobić sobie wzór i ćwiczyć. Jak w zerówce. Literka po literce. Literka po literce. Pochylona literka. Pogrubiona literka. Cyferki. Znaki specjalne. I co? I będzie wypas. 

OK, to chyba na tyle. Jak mi się coś przypomni, to napiszę. Teraz czeka nas skanowanie, poprawka paru błędów i wydruk kilku egzemplarzy dla własnej satysfakcji. Jak pisałem – to była lekcja. Nie chcemy tym, co zrobiliśmy podbić świata. Pokora jest bardzo ważna. Podbijemy świat czymś innym.

 Bardzo cenna lekcja. Teraz czeka nas następna. Mamy zarys następnego scenariusza. Ja mam nowe pomysły, ochotę i energię do dalszej pracy i nauki. 

ar3

W nagrodę za ciężką pracę.

 

Mogę odetchnąć i w nagrodę poczytać sobie świątecznego Killing Joke’a oraz przepiękną Elektre Sienkiewicza (o których niedługo z pewnością napiszę).  Pozdrawiam i dobranoc.

Odpowiedzi: 3 do “23 dni kłamstwa”

  1. Szczur Powiedział/a:

    Gratulacje :)

  2. Gratulacje!

    Ech, nie umiem rysować… Szukasz może scenarzysty? ;)

  3. Bartłomiej Wódarski Powiedział/a:

    Seji – nie kradnij E$a :P

    Dziękujemy. ;-)

Dodaj komentarz