Na co komu dusza?
- Panie – rzekł czort, kłaniając się nisko – niektóre dokumenty można podpisać tylko własną krwią.
Możesz dostać wszelkie ziemskie bogactwa, seks, sławę. Nawet młodość. Miłość. Jeśli będziesz się dobrze targować – wiedzę i nadnaturalną moc. Zostaniesz gwiazdą, multimilionerem, cesarzem, magiem. Kimkolwiek chcesz. Cena jest jedna i niezmienna. Twoja dusza.
Tylko dlaczego niby ma być ona tyle warta? Dlaczego Szatan jest w stanie za nią tak dużo zapłacić? Czy to nie kolejny przejaw naszego egocentryzmu? Człowiek – centrum wszechświata. Nawet jeden z miliardów tak ważny, tak wartościowy. Inaczej – po co w ogóle Diabłu nasza dusza?
Co ciekawe duża część (z całego tłumu przecież) autorów wydaje się zupełnie nie dostrzegać tego problemu. Nie zastanawiać, ot – dogmat. W najlepszym razie pojawia się jakiś bełkotliwy fragment o zawodach między siłami światła i ciemności. Kto więcej. Goooool. Bzdura, przynajmniej w kontekście kosztów uzyskania jednego punktu przez moce piekielne.
Christopher Marlowe w „Tragicznej Historii Doktora Fausta” udziela innej odpowiedzi. Przyjmując koncepcję piekła jako braku obecności Boga nie ogranicza go do konkretnego miejsca, zdejmuje z niego Dantejskie ramy i mówi:
Faust. Zaczekaj, powiedz, Mephistophilisie,
Dlaczego pan twój pragnie mieć mą duszę?
Meph. Ażeby jego królestwo zwiększyła.
Faust. I to dlatego kusi nas w ten sposób?
Meph. Solamen miseris socios habuisse Doloris *.
Faust. Jak to, wy, którzy tak innych męczycie,
Cierpicie także męczarnie?
Meph. Te same,
Jakich doznają dusze potępionych.
*Towarzysz boleści jest pociechą dla nieszczęśnika.
Lucyfer, który obcował z Doskonałością, nagle ją utracił i ta strata jest największym cierpieniem świata. To melancholijna koncepcja samotnego Diabła, który szuka towarzyszy niedoli (Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie). Companions In woe. Co tłumaczy pośrednio kuszenie jednostek wybitnych, a nie sprzątaczek i handlarzy ryb. Z drugiej strony można interpretować ten fragment jako szatańską (acz jakże ludzką) zawiść: skoro ja cierpię, niech inni też cierpią. Tymbardziej. A może oba naraz?
Marlowe zmusza do refleksji, tak jak w innych swoich wielkich dramatach. Śnie nocy letniej, Burzy czy Hamlecie. Nie wierzycie chyba, że niejaki Shakespeare cokolwiek napisał?