Plakaty

lukrecjaMiasto oblepione plakatami. Nudnymi i wtórnymi. Zbliżenie na twarz, kolorowe liternictwo – koncert. Trójka głównych aktorów na tle scen-fajerwerków – film. Plagiaty. Popiełuszko – polskim Bondem. Wojna Masłowskiej  - polskim Trainspotting. Do tego imprezy z wciąż tym samym tłem, erotyczne billboardy, margaryny, lśniące patelnie i zapachowe choinki do auta (czy naprawdę zapachowe drzewka będą się lepiej sprzedawać podane w oparach seksu? Aromat piżma?). Kicz i pstrokcizna.

Pośród tych okropnych płacht – perełki. Plakaty Opery Narodowej. Prostota. Pomysł. Perfekcja. Kolory.

tristan Tristan z ruchem, tańcem zaklętym w kwiecie. Trucicielka Borgia ze skorpionem w butli i chorobliwym odcieniem zieleni. Artur G. omal nie rozbił samochodu (dodajmy, nie swojego) zapatrzony w Lukrecję na rondzie Waszyngtona.  Grzegorz O. i Bartłomiej W. postanowili za wszelką cenę ozdobić nimi ściany swoich pokoi. Już ze względu na same plakaty trzeba iść, zobaczyć, posłuchać. Zresztą, oba spektakle warte  polecenia.

Dodaj komentarz